piątek, 13 lutego 2009

słonik odc 3.

Naomi siedziała ze ściśniętym gardłem. czuła się, jak gdyby najokrutniejszy diabeł przyciskał ją do ściany. nie odzywała się jednak. Bała się, że straci kogoś, kogo nie można stracić. to tak jakby żyć bez kawałka serca. Po chwili milczenia Adele wstała i rzuciła porcelanowym słonikiem w podłogę. na szczęście warstwę solidnych panel pokrywał dywan, kupiony niegdyś na chińskim bazarze.
- Po co to robisz ? - powiedziała Nao i podniosła pamiątkę z Indii.
- nie wiem. pewnie po to, żeby kawałki stłuczonej porcelany wbijały Ci się do stóp, bo może wtedy chociaż trochę zrozumiesz moje cierpienie.
- słonik się nie strzaskał, na moje szczęście. bo gdyby tak się stało, pewnie miałabym dożywotni szlaban na konsolę.
Adele wyrwała słonika z rąk przyjaciółki i ponownie rzuciła na podłogę. tym razem skutecznie.
- pożegnaj się z Tekenem. - mistrzyni ironii jak zwykle musiała postawić na swoim.

***

później długa cisza przy lodach. dopiero przy wyjściu Adele zebrała się na odwagę i wyrzuciła :
- bowieszjatakbardzochceciepokochacalenieumiem. - przez pare sekund Omi zastanawiała się nad sensem zdania wypowiedzianego w tempie porównywalnym do szybkości światła,a później wpatrywała sie w zaryz sylwetki niknącej za gankiem. Już teraz całkiem nie była w stanie zrozumieć o co chodzi. Była pewna, że Adele gniewa się o niewyjaśnioną do teraz sprawę z Cindy, jednak z całego wieczoru, mogła wywnioskować, że to nie o nią chodzi. przed północą skorzystała z uroków telefonu stacjonarnego i wykręciła znany już numer :
- Adele, ja nie rozumiem ..
- ja też nie.
później sygnał i cisza w słuchawce.
samo życie.

***

poranek powitał Nao tysiącami promieni słonecznych bijących w okno. Przeciągnęła się, by za chwilę z żółtą sukienką w ręce zniknąć za drzwiami łazienki. to był ten dzien. piątek trzynastego. Przy śniadaniu tak jak podejrzewała, musiała się tłumaczyć, jak to było z tym drogocennym słoniem indyjskim. tania bajeczka i po sprawie ^
Tosty smakowały jeszcze lepiej, kiedy robiła je Mija. miały one zawsze taką chrupiącą skórkę i ' Mijowy' posmak. Tym razem przyrządziła je mama i były delikatnie mówiąc niedobre. Mama Nao nie miała zdolności kucharskich. jedyną' potrawą' którą dało się zjeść była kromka chleba ze smalcem i to jeszcze takim nie robionym, tylko kupionym w ' Tanicie ' po drugiej stronie ulicy. Dzisiaj jednak Mii nie było. z niewiadomych powodów nie wróciła na noc. Nikt jednak się tym nie martwił, Mi była dojrzałą dziewczyną, wiedziała co robi. tak przynajmniej się wszystkim wydawało.

***

Południe w sadzie było cudowne. promienie słoneczne przeniosły się tutaj wprost z okna Om. Na idealnie skoszonej, żywozielonej trawie Naomi planowała spędzić całe popołudnie. Idealnie pasowała do tego krajobrazu. jej żółta sukienka powiewała na wietrze. Oh, jak tam było pięknie. Szkoda, że to wszystko nie należało do Tingersów. gdyby tak było, to pewnie siostry organizowały tu szalone popołudnia, albo romantyczne wieczorki. możnabyło jednak tylko o tym marzyć, bo one same miały tylko kawałek pola, niemały, ale nie tak cudowny jak to miejsce.
Miała leżeć. leżeć i patrzeć w niebo. idealny piątek, wolny od wszystkiego. ledwo usadowiła się w zieleni, gdy usłyszała głos dobiegający z górnego balkonu. jej tata miał bas, który nieźle bił w uszy. z resztą, ciężko było jej uniknąć wzroku rodziców, gdyż oni widzieli ją wszędzie. chwila prywatności była wymarzoną sprawą. nawet tam, w sadzie, potrafili ją odnaleźć. Nie pozostało jej nic innego jak wzdychnąć głośno i ruszyć w kierunku posesji. ^ po krętych schodach zszedł mężczyzna ubrany w zielone polo i dżinsy. Był to Steve - jej tata.
- Jadę i nie wiem kiedy wrócę.
- ale tato .. dopiero przyjechałeś i już ..
- przykro mi. muszę.
Wciasnął jej w dłoń rulon banknotów i przytulił mocno.
- pa cukiereczku.
- pa tatuńciu.
kilka słów bez znaczenia i jakże wiele miesięcy tęsknoty.

***

straciła ochotę na jakiekolwiek leżakowanie w plenerze. wyciągnęła z lodówki zżółkłe opakowanie po kefirze i nieodmytą łyżeczką wyskrobała resztki maślanki. Szykował się piękny trzynasty. spędzony samotnie, pośród echa telewizora. nawet nie miała z kim pogadać, bo Cindy była umówiona z Charlim, jej chłopakiem, który jest jakiś nie teges, bo nie potrafi wiązać butów mając 16 lat na karku. Byłoby to znośne, gdyby nie partnerowało z brakiem umiejętności czytania godzin z zegara. no cóż.
a Ad ? była zajęta .. niewiadomo czym, ani kim.
no cóż. Wycie telewora przerwał sygnał telefonu.
- Halo, czy to dom państwa Tingers ?
- tak, a co ?
- znalazłam Państwa numer w portfelu niejakiej Miji ...
----
cdn.

mam nadzieję, że odcinek się podobał, włożyłam w niego dużo pracy ;) Zapraszam do czytania.

2 komentarze:

Komentówać.